Sensacja. Shoku. Niedowierzanie.

Kolejne nasze spotkanie z cyklu tych kulinarnych. Po tym jak kilka tygodni temu robiliśmy neapolitańską pizzę u kolegi Bronisława przyszedł czas na odwiedziny u naszego kolejnego znajomego. Adasia znam…z licznych balang. I na tych imprezach dzielnie dotrzymywaliśmy sobie kroku. Pewnego dnia ten niepozorny w dni powszednie jegomość poinformował kumpli, że otwiera knajpę i jesteśmy zaproszeni. Ulica Karolkowa do tamtej pory kojarzyła mi się z tym z czym humaniście system całek, czyli z niczym. Gdzieś w cieniu rosnącego Spire rodziła się knajpa, która mimo, że położona w środku szklanych brył ma swoją duszę i wyjątkowy klimat.

Kilka osób wie, że moim fetyszem jest przebywanie w profesjonalnych kuchniach. Adam spotęgował jeszcze to uczucie dając mi czarne lateksowe rękawiczki. Kto wie czy w zestawie nie było jeszcze takiego samego prześcieradła.

Adam przedstawił nas Kamilowi, szefowi kuchni, który miał nad nami czuwać.

W rolach głównych.

Wołowina

IMG_6702

Piękna. Sezonowana. Leżała trzy tygodnie  i czekała na spotkanie ze mną w czarnych rękawiczkach. Mimo, że poprzednie zdanie brzmi jak wstęp do skandynawskiego kryminału o przygodach nekrofila w prosektorium sytuacja tak właśnie wyglądała. Naprawdę. Antrykot, bo o nim mowa, miał najpiękniejszy wołowy kolor świata.

IMG_6709

Nie pozostało mi nic innego jak zabrać się do roboty.

„Szczęście to konto w dobrym banku, zręczny kucharz i dobre trawienie”. – Jean-Jacques Rousseau

IMG_6710

Jakieś przyprawy? Pieprz, sól, oregano, parmezan? Takie pytanie można usłyszeć w Subway’u. To pewne jak pytanie o imię w Sturbucksie i kwestia powiększenia zestawu w McDonalds.

W tym wypadku kwestię przypraw zamykamy w masońskim trójkącie soli, pieprzu i papryki chilli.

IMG_6719

Ładne zdjęcie, prawda?

Stek sobie chwile poczeka. Pojawi się w ostatniej scenie ,kiedy dowiemy się, kto w tej historii jest mordercą. Zaczniemy od przystawek. Moja ulubiona pozycja w Shoku. Opalana wołowina.

IMG_6753

Pędzelek. Sos sojowy. Sól…

IMG_6776

…i pieprz.

Moje piromania wreszcie mogła znaleźć ujście.

IMG_6811

Ujście znalazło również zamiłowanie Michała do markowych alkoholi z Azji.

IMG_6852

Wołowina została opalona. Do tego dodaję się rzepę daikon (to białe), grzyby shittake (to brązowe), szczypior (to zielone) i wasabi (też zielone).

IMG_6866

Starter mamy już za sobą.

IMG_6871

Czas na pierożki. Nie są to zwykłe pierożki. Takie pierożki piechotą nie chodzą. Ignorując poprawność polityczną napiszę to wprost. Te pierożki są czarne!

„Lighter is better” – Heineken

IMG_6971

Najpierw trochę oliwy.

IMG_7002

Potem te czarne potwory z krewetką w środku trzeba ładnie na talerzu ułożyć. Wcześniej oczywiście ugotowane na parze. Cała ta kuchnia azjatycka jest jak układanie Lego Technics. Wszystko musi ładnie wyglądać i do siebie pasować.

Wkładamy do miski zielone i…

IMG_7026

…zalewamy bulionem rybnym dashi.

Te pierożki są czarne przez ośmiornicę. Sepią przez nie wydzielaną barwi się ciasto.

IMG_7046

„Rozmiary ośmiornic sięgają od 1,5 cm do 10 m”

IMG_6952

Czas na steka. Kamil punkt po punkcie instruował, jak mam z kolegą antrykotem, postępować.

Najpierw obsmażyć z każdej strony. Robiliśmy to bardziej na oko niż z zegarkiem w ręku.

IMG_6931

Potem piekarnik, a potem znów patelnia. Po patelni (mam głupie skojarzenia) należy chwilę dać zarówno sobie jak i stekowi odpocząć. Uniwersalna zasada. Proszę zapamiętać. Do wykorzystania nie tylko w kuchni.

IMG_7089

Żeby Panu Antrykotu nie było smutno, trzeba zoorganizować mu towarzystwo. Bardzo osobiście odebrałem sugestię, że najlepszym kompanem dla naszego bohatera będzie grzyb Zboczniak. Przepraszam. To przez te lateksowe rękawice. Boczniak.

IMG_7111

Po chwili odpoczynku czas na przemoc. Hannibal zabrał się za swoją kolejną ofiarę.

IMG_7129

Do tego sałata, grzyb i  baaaardzo mięsny sos kabayaki…

IMG_7142

Nie ukrywając fascynacji bohaterem instagrama dodajemy szczyptę soli…

IMG_7151

And the winner is…

IMG_7160

Wspominałem Kamila…Oto i on…

IMG_7208

Znów na zdjęciu wyszliśmy jak bohaterowie filmu o mafii. Tej amerykańskiej. Nie polskiej z filmów Vegi. Ja, Kamil, Michał i Adaś.

Żeby nie było…To jeszcze nie koniec. Ci którzy są na diecie pudełkowej powinni przestać oglądać, bo przed wami kolejna porcja foodporn.

Ramen!

IMG_7226

Makaron? Obecny.

IMG_7239

Boczek? Jestem!

IMG_7249

Jajko!

Jajko!!!

Jajko!!!!!

Jajko! Nie śpij!

Jestem, jestem…obecne.

IMG_7260

Widzę, że jarmuż i grzybki są…

IMG_7270

Stan listy się zgadza. Wszyscy obecni. Przed Państwem Ramen Shoyu. Czyli bulion z kurczaka i wołowiny z dodatkami. Jest boczek, jarmuż, grzyby shimeji, jajko, nori i prażony czosnek.

IMG_7272

Specjalnie dla Was pokaże go jeszcze bliżej.

IMG_7274

O żesz!

Reasumując. Nie piszemy tego, bo Adam nam zapłacił (nie zapłacił). Nie piszemy tego, żeby podpromować kumpla (trochę tak, ale nie jest to meritum). Piszemy, bo chcemy Wam pokazać ludzi, którymi się jaramy, którzy jarają się tym co robią. Zaczynając na Adamie i Kamilu, a kończąc na dziewczynach, która tak świetnie dbają o klientów Shoku! biegając między stolikami.

IMG_7196

Adam Antoszkiewicz z kolegą.

Shoku ul. Karolkowa 30

Foto: Hien Dinh Ngoc, instagram: @hieniek

Piotr:

t-shirt: off white

spodnie: Amiri

buty: nike x off white

zegarek: Tudor

 

Dodaj komentarz

  • 😉 mnie lepiej ubierać niż żywić zawsze tak było ,od wczesnego dzieciństwa , a to co na zdjęciach zobaczyłam plus ten tekst kulinarnie wspaniały na wyobraźnię mi działa , z chęcią pochłonęłabym wszystko , cudowne .