Niezbędnik dżentelmena

Mężczyznę poznaje się po przejściach, a prawdziwego mężczyznę po niezbędniku z którym  te przejścia przeszedł. Rejent – który lubi język angielski – nazywa niezbędnik słowem essentials i takie właśnie słowo w postaci kilku rzeczy nosi stale przy sobie.

Odpowiednia skrojona marynarka lub kieszenie płaszcza pomieszczą zgrabnie moc akcesoriów bez których trudno się poruszać po nowoczesnym mieście. Ta zasada tyczy się również wiosek oraz małych miasteczek, chociaż – przyznamy – nie musi być tam tak kategorycznie traktowana i brak marynarki nie powinien spowodować porzucenia niezbędnika dżentelmena, a tylko przełożenie tego wszystkiego do ręki. Tudzież rąk.

niezbednik_wizytowka
W moich miejskich kieszeniach posiadam przede wszystkim, to co mam najcenniejszego, czyli swoje nazwisko.
Wydrukowałem je na wizytówce, którą trzymam w skórzanym futerale włoskiej produkcji zwanym wizytownikiem. Dając komuś taką kartę, nie mam na myśli zapraszania go na wizytę – to nieuprawniony wniosek. Aby podkreślić dystans, na wizytówce nie umieściłem ni numeru telefonu, ni adresu. Piszę go ręcznie wręczając ją osobom, na których towarzystwie  szczególnie mi zależy.
niezbednik_dlugopis
Robię to najczęściej długopisem w metalowej obudowie wykonanej ze szczotkowanej dwukolorowej stali. Jest to długopis marki Porsche Design, był drogi i co ważne dostałem go w prezencie od kogoś, kto miał być przyjacielem, a teraz nie zasługuje nawet na miano kolegi. Tak bywa z ludźmi. I dlatego warto zaufać dobremu designowi. Uczucia odejdą, ładny przedmiot pozostanie.

Takim, równie ładnym przedmiotem, jest mój notes w skórzanej okładce. Manufaktura Smythson zajmuje się produkcją kalendarzy i papeterii dla dżentelmenów od ponad 125 lat, obsługując w tym czasie rodzinę królewską i licznych maharadżów oraz osobistości z całego świata. Pasuję do tego grona, ale pomimo możliwości wytłoczenia na obwolucie  personalizowanego napisu złoconą farbą, postanowiłem zachować resztki skromności i zostawiłem słowo notes. Zresztą pasuje do niego bardzo.
niezbednik_notes
Tak samo jak rozliczne przybory piśmienniczo-kreślarskie. W notesie, który ma kartki z jasnobłękitnego papieru okraszone dodatkowo znakiem wodnym, pisanie jednym kolorem tuszu jest marnotrawstwem niewykorzystanych szans. Długopisy, ołówki i rapidografy noszę w etui wykonanym wytrzymałego nylonu spadochronowego. Kto może lepiej radzić sobie z taki nylonem od marki HEAD PORTER? Chyba tylko jej firma-matka czyli YOSHIDA & CO – właściciel klasycznej marki PORTER. To marki japońskie zatem nie epatują designem jak wspomniany długopis. Ale to on chowa się w etui, a nie odwrotnie.

Marker marki UNI (należącej zresztą do koncernu Mitsubishi) nie zasługuje na to aby go chować. Jego gabaryty kryją mocno ściętą końcówkę, która przenosi szybkoschnącą farbę na dowolną powierzchnię. Gdy byłem szesnastolatkiem nazywałem to tagowaniem i mając podpis KRG oznaczałem prekursorsko stolicę w miejscach mojej obecności. Teraz wystarczy mi na niego popatrzeć aczkolwiek od czasu do czasu wykonam specjalne maźnięcie.
niezbednik_marker
W świecie całkowicie poddanym inwigilacji za pomocą internetowych macek, ja mogę sobie mazać po czym chcę pod warunkiem, że w kieszeni zamiast wulgarnego przyrządu zwanego smartfonem mam coś urodą pasującego do reszty moich podręcznych skarbów. Tak wygląda telefon. Telefon bez MMS-ów i bez dostępu do sieci. Za pomocą tego się rozmawia, pisze SMS-y i to wszystko. To nie jest tania rzecz, bo zaprojektował go Jasper Morrison dla szwajcarskiej firmy Punkt Tronics. I dzwoniąc do mnie poczujecie to całe brytyjsko-helwetyckie dziedzictwo.
niezbednik_punktJeśli się dodzwonicie.. Zawsze mam przy sobie słuchawki, gdyż każdy dżentelmen powinien oddawać się słuchaniu muzyki. Rozmowa z inteligentnym rozmówcą, owszem kusi, tylko skąd wziąć kogoś takiego. A z dobrymi słuchawkami playlista zawsze jest pod ręką. Te akurat nie są dobre. Wziąłem je ze sobą aby pokazać Wam, że mam też iPhone’a, do którego były dołączone i nie wstydzę się o tym pisać.

Wstydziłbym się pisać o pieniądzach. Więc je pokazuję na zdjęciu. Dżentelmeni i pieniądzach nie rozmawiają. Oni je mają. Zatem mam i ja. Waluta bardziej międzynarodowa niźli polski złoty, gdyż nigdy nie wiadomo w jakiej strefie światowego handlu znajdziemy się następnego dnia. Dzisiaj czasy są płynne.
Banknoty spinam z notesem miedzianym klipsem Toma Dixona. Sprzedawany jest jako zakładka do książki, ale uwierzcie mi, że każdy banknot dolarowy czyta się doskonale.
niezbednik_karabinczyk
A gdybym na koniec utracił kontakt z rzeczywistością to zawsze mam pod ręką karabińczyk do profesjonalnej wspinaczki wysokogórskiej. Udźwig 500 kilogramów utrzyma mnie zawsze na powierzchni życia.

Czego i Państwu życzę.

zdjęcia: Grzegorz Broniatowski http://grzebro.com/

Rejent posiada

długopis: PORSCHE DESIGN TEC FLEX http://www.porsche-design.com/

notes: SMYTHSON PANAMA NOTES http://www.smythson.com

etui: HEAD PORTER BY YOSHIDA http://www.headporter.co.jp

telefon: PUNKT MP01 http://www.punkt.ch/

klips: TOM DIXON http://www.tomdixon.net

karabińczyk: KONG ITALY http://www.kong.it/

Dodaj komentarz

  • Drodzy, w moich stronach prawdziwy dżentelmen na swym wyposażeniu posiada tabakierkę pełną brązowego proszku, który świetnie pomaga wyczyścić nos oraz wzbudzić zainteresowanie bezstylowych ignorantów. Czyżby w Stolicy ten zwyczaj był nie znany?

  • A w ogóle to piękny tekst Panie Michale ,wniosek ,który ciśnie mi się na usta to ,że dżentelmenem się jest nie bywa ,a tego nigdzie nie nauczą ,takim po prostu się jest 😉